Dopalaczowa wojna
Wojna z dopalaczami trwa! Tym razem rząd zakasał rękawy i postawił na uderzenie przez zaskoczenie. Taktyka niczym blitzkrieg miała polegać na wejściu do praktycznie wszystkich sklepów w Polsce o tej samej godzinie.
Wygląda na to, że (przynajmniej na razie) 1:0 dla przeciwników „kolekcjonerskich gadżetów”. I bardzo dobrze – wreszcie Sanepid, politycy i policja wyposażona w specjalistyczny sprzęt próbkujący, kostiumy oraz psich pomocników pokazali, że nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Mamy nadzieję, że tym razem handlarze poddadzą się (choć zapewne nie bez walki) i „przerzucą” na działalność wolną od jakichkolwiek podejrzeń. Mogą przecież otworzyć sklep rybny, salon masażu, sprzedawać peruki, części samochodowe, bieliznę czy figi – możliwości całe mnóstwo, a czasy niepewne. Zgromadzonych profitów wynikających z prowadzenia „dopalaczowej” działalności nikt odebrać im nie może, ale przecież nie o to chodzi... głównym celem była, jest i zawsze będzie obrona społeczeństwa, a szczególnie młodych, przed koszmarem uzależnienia, utratą zdrowia, a nawet (o czym niestety dowiadujemy się coraz częściej z mediów) życia. Szczerze kibicujemy!
03.10.2010. 14:32